czwartek, 17 października 2013

R.26-"+18"

Ja i Nialler postanowiliśmy wrócić do domu (naszego domu ;3 ). Zamówiliśmy taksówkę i po 40 minutach byliśmy już w domku. Niall włączył telewizor, a o godzinie 20 wiadomo, romansidła. Usiedliśmy automatycznie na sofie. Po chyba 10 minutach siedzenia i patrzenia się tempo w ekran telewizora powstała scena w łóżku.Nie zauważyłam tego, puki Niall nie spojrzał na mnie i nie uniósł jednej brwi. Spojrzałam się z powrotem na tv i to ogarnęłam.
-Czy ty...- zaczęłam, ale przerwano mi pocałunkiem. "Aha" pomyślałam i odwzajemniłam go.
* +18*

Zaczął mnie namiętnie całować po szyi.Co prawda, robił to nie raz, ale teraz zadziałało to jakoś mocniej. Jego pocałunki lądowały coraz wyżej na moim ciele. Nagle przegryzł moją dolną wargę. Zdjęłam z niego T-shirt i nawet nie zauważyłam, kiedy nie miałam już bluzki i stanika. Delikatnie kładł mnie na sofie, a aj właśnie odpinałam jego spodnie. Cały czas się całowaliśmy, w końcu dołączył i język. Byliśmy prawie nadzy ( ja miałam na sobie majtki, on bokserki). Nagle przerwałam:
-Niall! Przecież ja jestem w ciąży !
-W takim razie będzie delikatnie- mruknął seksownie i zrobił taką minę, że trudno było odmówić.
-Ale obiecujesz?- zapytałam lekko przestraszonym tonem.
-Obiecuję- odpowiedział kończąc dialog i znowu zaczął mnie całować. Zrobiło się naprawdę gorąco, a po chwili on już miział moja kobiecość, a ja wsunęłam jedną rękę pod jego bokserki. Dało się zauważyć, że się mocno napalił, chwycił mnie w talii, po czym podniósł i zaniósł do sypialni. Zamknął jeszcze za sobą drzwi.
-Na wypadek jakby ktoś miał zamiar wbić-oboje się uśmiechnęliśmy i kontynuowaliśmy. Niall zachowywał się jak dzikie zwierze. Nie wiem nawet co w niego wstąpiło. Całował mnie bo brzuchu, piersiach i trochę niżej, aż nareszcie się zdecydował. Zrobił to (chyba wiecie co XD). Poczułam się jak w niebie. On jedną ręką głaskał mnie po głowie, a drugą zaparł się o łóżko. Ja pojękiwałam, ale nie przestawał. W końcu krzyknęłam na maxa:
-Aaaa...Niall! - on tylko posapywał ze zmęczenia, ale nadal nie przestawał. - Już nie mogę! Ooo !!
-Zaraz skończę- robił swoje jeszcze przez minutę, po czym przestał. Położył się obok mnie, ale widać było, że wciąż mu mało. Nie ukrywam, mnie też się podobało ;3. Usiadłam na jego umięśnionym brzuchu i tym razem to ja pokazałam na co mnie stać. Spojrzał na mnie zdziwionym,a le także zadowolonym wzrokiem. jednym zwinnym ruchem już był na górze. Chwyciłam jego blond włosy i zaczęłam go namiętnie całować w usta. On chyba uwielbiał włączyć język i właśnie to zrobił. Ja uczyniłam to samo.Czułam się tak cudownie, że chciałam, aby ta chwila nigdy się nie kończyła. Niestety, tym razem na dobre już skończyliśmy. Leżeliśmy tak jeszcze 10 minut, aż w końcu postanowiłam zejść na dół po moje ciuchy. Schodząc po schodach, co nie jest takie proste w ciąży (to nic że jeszcze 20 minut temu w najlepsze zabawiałam się z Niallem) usłyszałam dzwonek do drzwi i głośne wołanie kogoś z zewnątrz.
-Aleeeeex!? Jesteś tam? - po głosie poznałam że to Kate. Usłyszałam też inne głosy (chyba 1D).
-Już idę!- krzyknęłam prawie ochrypłym głosem po tych stękach i jękach. Ale chwila! Jestem w bieliźnie! Muszę się ubrać, więc szybko wciągnęłam bluzkę i na samych gatkach biegałam i szukałam spodni. W końcu Harry wbił do domu, bo przecież mnie zna i wie, że ja nigdy nie zamykam domu. Wszyscy wręcz wbiegli do środka, a ja zatrzymałam się w bezruchu. Ich miny widzącą mnie w stercie rzeczy na podłodze na samych gaciach i w bluzce była bezcenna.
-Co się gapicie Włazicie, czy całe miasto ma mnie zobaczyć w majtkach ?! - w końcu weszli, ale miny cały czas im się nie zmieniły. Zaczęłam szybko zbierać ciuchy Nialla i swoje.Miałam schyloną głowę, ale kiedy się wyprostowałam każdy był czerwony od powstrzymywania smiechu.
-No co ? - zapytałam lekko się różowiąc.
-Zostawić was samych na godzinę i już robicie następnego Horanka - parsknął Harry, a ja zamordowałam go wzrokiem.
-Co was tu sprowadza?- zapytałam powstrzymując się od śmiechu, bo przyznam bardzo zabawna ta sytuacja.
-Jedziemy jutro nad jezioro. - zapytał Louis, a raczej stwierdził.
-Przecież jest Kwiecień!
-No tak, ale już jest w miarę ciepło... jutro jedziemy i postanowiliśmy, że zanocujemy u ...Was- uśmiechnął się Zayn spoglądając z wścibskim uśmieszkiem na ciuchy, które trzymałam.
-No ok
-A Niall gdzie? - zachichotał Harry.
-Śpi chyba- odparłam.
-W łóżku? - zapytał Louis, obaj tryskali radością.
-Tak, w łóżku- odpowiedziałam bezbarwnym tonem.
-Tradycyjnie czyli- stwierdził trafnie Zayn, a cała piątka (chłopaki+Kate) ryknęli śmiechem.
-Idę po niego - stwierdziłam zawstydzona. Wspięłam się po schodach i weszłam do mojego pokoju, gdzie w najlepsze Niall sobie spał.
-WSTAWAAAAAJ!!!- ryknęłam na całe gardło. Ten wzdrygnął się i podskoczył z łóżka.
-Coo?!-  zawołał zaspanym głosem.
-Mamy ... gości - odparłam i zeszłam z powrotem na dół.
-Za serio nie mogliście wczoraj przyjść?
-Ale przyjmujesz gościii - zawołał zrozpaczonym głosem Lou. Przekręciłam oczami.
-Gdzie chcecie spać? - zapytałam zaglądając do szafy, aby wyjąć zapasową pościel.
-KATE ! A DZIECKO GDZIE ?!?!!?- zapytałam głupio podniesionym głosem, bo to troszkę dziwne.
-Spokojnieee...u mojej mamy siedzi- odpowiedziała jakby zostawiła u mamy worek ziemniaków, a nie dziecko.
-Ja chcę spać na kanapie!- krzyknął Harry. - Znaczy z Kate chcemy spać na kanapie...
-Ja mogę spać z Tobą-rzekł Lou, a ja go zmroziłam wzrokiem, nie ważne to, że byłam pewna że żartuje.
-Ja śpię z Niallem
-Jeszcze raz dzisiaj!?? - zawołał Niall schodząc ze schodów, a ja poczułam, że zapadam się pod ziemię.
-Louis i Zayn w gościnnych, a Liam...- zaczęłam się chaotycznie rozglądać po domu.
-Mogę na podłodze, albo z Louisem - uśmiechnął się do Lou, a ten zrobił skrzywioną minę.
-No dobrze- odparł po chwili widząc nasze miny. Poszliśmy spać, bo dzień był dość męczący (przynajmniej dla mnie i Nialla XD ). Bez słowa "dobranoc" oboje padliśmy.
________________________________
Mówiąc "5 komentarzy = następny rozdział" nie miałam na myśli tego, że jak będzie już 5 komentarzy to nie macie komentować D:

poniedziałek, 14 października 2013

R.25-"Trudne sprawyyy ;-; cz.2 i zabawa"

Gadaliśmy w ten sposób kilka godzin. Do około drugiej w nocy. W końcu postanowiłam przymknąć na chwilę oczy. Oczywiście moje "przymknięcie na chwilę oczu" zawsze kończy się tym samym. Snem. I tym razem było podobnie, już było blisko zaśnięcia w ramionach Nialla, kiedy ten wyszeptał:
-Wiesz Alex... Znamy się już prawie rok, a ja dopiero teraz czuję, że poznaliśmy się naprawdę- jak ja na to zareagowałam? Odpowiedź jest prosta. Za prosta. Na początku mnie zatkało, potem cisnęły mi się łzy do oczy, a następnie stałam już cała we łzach przytulona do Nialla.
-Zabieram Cię na romantyczna kolację- wymruczał ciepło, a mnie przeszedł ten sam dreszczyk jak wtedy, kiedy się poznaliśmy.
-Kiedy? - zapytałam.
-Teraz - zrobiłam zdziwiona minę, bo jakby jest druga w nocy, a mi się chce spać ;c Chwycił mnie za rękę i poszliśmy na polankę koło lasku. już z daleka widziałam coś w rodzaju fioletowej altanki, ale jak podeszliśmy bliżej po prostu ścięło mnie z nóg, bo to było... nie jestem w stanie tego opisać D:
Wszędzie były świeczki, coś sprawiało, że to wszystko było fioletowe, ale nie mogłam zrozumieć co. Z resztą nie zastanawiałam się nad tym. sama siebie zadziwiam, że moja zmiana. Bardzo nagła, bo zmienić się w rok jest wyczynem, tylko że nie zmieniłam się w całości. To niemożliwe, zmienić się w całości.
-Pięknie - rzekłam i od razu usiadłam na krześle. Przeszedł mnie miły dresczyk, ale to pewnie dlatego, że było po prostu zimno.
-Naprawdę podoba Ci się? - zapytał, a w jego oczach zabłysły płomyki. Spojrzałam na niego wzrokiem mówiącym:" A co ja przed chwilą mówiłam" XD. Zjedliśmy, było naprawdę pyszne. Co tu jeszcze myśleć? Jedzenie to jedzenie. Pomijając fakt, że Niall zjadł 3 razy więcej ode mnie w tym samym tempie co ja. Potem poszliśmy na pomost, robiło się coraz zimniej, ale przecież nie pokaże, że jestem słaba ;c
-Zimno Ci? - zapytał a ja pomachałam przecząco głową. -No przecież widzę, cała się trzęsiesz
-Wydaje Ci się - odparłam i usiadłam na pomoście, Niall plecami do mnie i położył tyłem głowę na moim ramieniu. Zrobiłam to samo i ujrzałam piękne, gwieździste niebo.
-To jest wielki wóz - wskazał mi palcem jakieś kropki i "złączył" je palcem. Skąd on to wie? Nic nie powiedziałam, bo nie chciałam się przyznać, że zupełnie nie mam pojęcia co on do mnie mówi. Przecież to tylko kilka kropek położonych w przypadkowych odległościach od siebie. W pewnym momencie wstałam i usiadłam Niallowi między udami. Przysunął się do mnie blisko, a ja się wcale nie opierałam, choć każdy by się domyślił co teraz zajdzie. I stało pocałował mnie lekko, ale potem wcieliło to się w naprawdę namiętny pocałunek.
-Niall chodźmy już, bo zimno - wyszeptałam. Zawsze mam tak w nocy, że szepcze, mimo woli. Szczękłam parę razy zębami. Jest początek kwietnia, 3 w nocy czy to takie dziwne, że jest mi zimno :c Podnieśliśmy nasze tyłki z zimnych desek pomostu i weszliśmy do domu. Moje powieki co chwilę opadały i podnosiły się. Opadłam bezwładnie całym ciałem na kanapę i zasnęłam. Obudziłam się pół godziny później niesiona przez Nialla do sypialni. Uśmiechnęłam się leciutko i tak z powrotem zasnęłam.
-Aleeeex! obudź się, jakie kartoflee !?- ktoś zaczął mi ogłuszająco krzyczeć do ucha. Wytrzeszczyłam zmęczone oczy na krzykacza, był to Niall.
-Co ty wygadujesz człowieku, idź spać - mruknęłam i przewróciłam się na drugi bok, ale ten obiegł całe łóżko i przystawił tak blisko swoją twarz do mojej, że musiałam robić zeza, aby spojrzeć w jego oczy.
-Mówiłaś, żebym wstawił kartofle na gaz- powiedział z lekkim rozbawieniem.
-Zwariowałeś? - zapytałam znudzonym tonem. - Dobra... nie ważne - mruknęłam i weszłam do łazienki, gdzie były już ciuchy na dzisiaj, ponieważ jestem pedantką i zawsze wszystko szykuję i muszę mieć czysto D: Zdjęłam piżamę i od niechcenia spojrzałam w lustro. Aż pisnęłam dziewczęco, bo zobaczyłam... brzuch. Tak, brzuch, ale nie normalny brzuch. Był ogromny :c
-Wyglądam, jakbym zjadła dynie - mruknęłam patrząc w sufit. Smutno mi :c Ubrałam się i weszłam do kuchni, w której już unosił się zapach naleśników.
-Co taka smutna? - zapytał siadając naprzeciwko mnie.
-Gruba ja - mruknęłam ze smutną minką.
-Nie przejmuj się- powiedział opiekuńczym tonem, a ja rzuciłam mu gniewne spojrzenie,bo nie tak miała brzmieć jego "pocieszycielska wypowiedź".
-No... co? - zapytał przestając rzuć.
-Nie Alex, nie jesteś wcale gruba- mruknęłam przyciszonym głosem, a temu mimowolnie się uniosły kąciki ust. - Ale śmieszne - stwierdziłam dłubiąc widelcem w twarożku. Blondyn wybuchł głośnym śmiechem. Grr...
-Co dzisiaj robimy?- zapytałam.
-Przychodzą chłopcy do nas i idziemy na miasto się zabawić- powiedział. Jak można się zabawić w mieście? No chyba że na zakupach, ale nie sądzę, aby ta płeć uznawała taki typ rozrywki. Nic nie powiedziałam, tylko zrobiłam minę typu "okey".
*2 godziny później*
Chłopcy przyszli, jak zapowiadali.
-No i co będziemy robić? - zapytałam, bo każdy jakoś omijał ten temat.
-Zobaczysz- odparł Lou z tym swoim akcentem. Wyszliśmy. Jechaliśmy dość długo, bo do samego centrum Londynu, ja się spodziewam czegoś ekstra, a oni zatrzymują się przy stoisku z balonikami napełnionymi helem. Wszyscy chichoczą, a ja na nich spojrzałam, potem na balony i z powrotem na nich.
-Kupicie mi balona? - zapytałam podnosząc jedną brew. Zayn kupił 6 balonów i rozdał każdemu. "A jednak" westchnęłam w duszy. Nagle Harry co chwilę spoglądając na mnie rozchylił szyjkę balonika i się "zaciągnął".
-O w dupe, jaki ja mam  głooooos- zapiszczał, a my wszyscy jak na zawołanie ryknęliśmy śmiechem, nawet przechodni nie wytrzymali i śmiali się razem z nami. Jego piskliwy śmiech jeszcze bardziej nas śmieszył, następnie zrobili to samo co Harry Niall i Louis. Lou spojrzał na drzewo koło niego i zapiszczał jeszcze śmieszniej niż Harry:
-Drzewkoooooooooooooo!!! - wybuchliśmy śmiechem, robiliśmy to, że aż cała ulica nas słyszała. Niall i Louis się śmiali razem z nami, to nas wszystkich rozbroiło. Usiadłam na ławeczce (która dzięki Bogu, że tam była), albowiem mięśnie brzucha już mi wysiadły. Już krztusiliśmy się ze łzami w oczach, a tchu to już zupełnie nam brakowało."Zabawialiśmy" się tak ponad 2 godziny, to był jeden z najlepszych dni w moim życiu. Prawie popuściłam ze śmiechu, tylko dawno już nie widziałam Kate :c Kiedy już Niall odprowadzał mnie do domu postanowiłam mu powiedzieć, o czy myślałam od pewnego czasu.
-Niall
-Taaak? - zapytał ściskając moją rękę, uśmiechnęłam się leciutko.
-Chcesz ze mną zamieszkać? - zapytała z nadzieją w głosie.
-Ja już z Tobą mieszkam, Alex-odparł cieplutkim głosem.
-Aha- odpowiedziałam nieco ekscentrycznym tonem. - Od kiedy dokładnie?
-Od dzisiaj - odparł i momentalnie odwrócił się całując mnie w usta.
_______________________________
MUHAHAHAHAHAHAHAHAHA XD Dzisiaj mam odpał XD . Dobra ogar._. Gimbie jeden .-. już pisze następny, bo mi wena wraca *O* Przypominam że umowa :
5 komentarzy następny rozdział nadal obowiązuje ^^


niedziela, 6 października 2013

R.24-"Trudne sprawyyy ;-; cz.1 "

-Rozmawiałem z nim - wszedł do pomieszczenia po pewnym czasie mój brat.
-Winszuję - burknęłam.
-Chcesz wiedzieć jak poszło czy nie? - zapytał nieco poddenerwowany. Serio Harry, serio? Spojrzałam na niego wzrokiem głoszącym "A jak myślisz?".
-Po rozmowie z Niallem Jamesem Horanem stwierdzam iż nie wiem co on czuje i ja też nie wiem
-Jak to nie wie?
-No po prostu... Idziemy? - wyciągnął do mnie rękę, gdyby nie był moim bratem uznałabym to za podryw, ale znając Harrego był to po prostu wygłup na poprawienie humoru. Wstałam i wyszliśmy do salonu.
-Jak ci ? - zapytała El, ale znając życie to spytała o to tylko dlatego, aby zrobić przed wszystkimi wrażenie "miłej", a wcale taka nie była.
-Dobrze- odburknęłam przez zęby. Dobijająco. To moja prawidłowa odpowiedź na moje całe życie. Jest dobijające.  Tak jakby się zastanowić głębiej nad gąbką, to nieźle czyści...
-Alex...chcesz się przejść?- zapytał znowu ten głos... Kobiecy. Spojrzałam w stronę tego głosu i zobaczyłam... Bardzo podobna do Kate dziewczynę, tylko z nieco innymi włosami, krótszymi.
-My się znamy? - zapytałam mierząc dziewczynę wzrokiem. Uwielbiam to, patrząc na ludzi "oceniającym" wzrokiem. Wtedy oni myślą co z nimi nie tak i wynajdują tysiące kompleksów. To wspaniałe uczucie, manipulacja.
-Nie, ale chcę pogadać- powiedziała melodyjnym, przesłodzonym głosikiem. Już jej nie lubię. Nialla też na początku nie lubiłam...
-No dobra- sapnęłam i wyszłyśmy na dwór. Przy niej nawet ja miałam kompleksy, bo figurkę miała jak osa D: Przeszłyśmy w milczeniu połowę ścieżki do lasku, kiedy ta się zatrzymała i spojrzała na mnie wrogim wzrokiem. "Zaczyna się" powiedziałam w myślach i uśmiechnęłam się "miło" T.T
-Słuchaj - warknęła, a zrobiła to takim głosem, że włos jeżył się na głowie- Niall tylko mnie kocha - syknęła, a ja parsknęłam śmiechem, ale tak naprawdę to zrobiłam to dlatego, aby ukryć już mnożące się w oczach łzy. Ta spojrzała na mnie krzywo, ale kontynuowała:
-Spałam z nim nie raz podczas ich "trasy" - zrobiła cudzysłów w powietrzu, a ja momentalnie przestałam się śmiać, bo przed oczami przemknęło mi miliony zdjęć w sieci kiedy mieli trasę. Ta impreza, Niall pijany... W towarzystwie właśnie jej.
-To ty suko - warknęłam mrożąc ją wzrokiem, ta znieważyła moją wypowiedź, co mnie jeszcze bardziej uraziło niż poprzednia wiadomość. W mojej głowie zaczęły rodzić się scenki nad którymi w ogóle nie miałam kontroli np. Ja goniąca słomkę (tak postanowiłam ja przezywać) z nożem, ja stoję nad słomką, a ta w kałuży krwi, stoję nad wanną, a tam sobie leży utopiona słomka.
-Wolałam ci to powiedzieć
-Winszuję - odwarknęłam. - Kiedy dokładnie?
-10 października, w dzień imprezy w toalecie, było wspaniale, ale Nialluś zabronił mi tego rozpowiadać, bo nie chciał zranić ciebie. Ale co tu ranić? - zapytała tak dziewczęcym głosem, że aż ujrzałam przed sobą tęczę i galopującego po niej różowego jednorożca. Co chwile była w coraz gorszym stanie, bo jakby dochodziła do mnie ta wieść warstwami.
-Wolę Ci się usuną w cień, kto by na Ciebie spojrzał - tu mnie "oceniła" wzrokiem, tylko zrobiła to o wiele okrutniej ode mnie, bo skrzywiła się spoglądając na moją twarz. "Nie uderzę jej, trochę godności".
-Odejdź - syknęłam, a ta z w pełni zadowoloną miną odwróciła się na pięcie i poszła w stronę domu. Czułam się jak środek wybuchowy... i tak się właśnie stało, wybuchłam, ale nie... nie płaczem, ale wrzasnęłam.Wrzasnęłam tak jak jeszcze nigdy w życiu. Był to krzyk połączonego bólu i słabości, silny ale jednak słaby.nie był piskliwy, wydarłam się po prostu. nie panowałam nad tym, musiałam dać upust emocjom, ale nie potrafiłam w pełni tego dokonać. Upadłam na ziemię, na kolana. Jak taka dziunia potrafi zranić człowieka. Nie , nie płakałam. Mam dwa etapy w załamaniu. płacz i po prostu cisza. Cisza jest już problemem zaawansowanym. Oparłam się o kawałek starego płotka i patrzyłam się na dom, tak nieobecnie. Zaczęłam śpiewać półgłosem Wrecking Ball. W końcu wstałam i wręcz pobiegłam do domu. Wbiegłam do salonu, a tam w najlepsze trwało spotkanko towarzyskie.
-WON MI STĄD! - wymachiwałam palcem wskazującym w stronę drzwi, a wszyscy spojrzeli się na mnie jakbym co najmniej zwariowała. Miałam obcasy i śmiesznie stukałam nimi biegając po całym domu ze wściekłą miną.
-Co ty dziunia, okres masz?- zapytała ta kurwa,  a ja wręcz podbiegłam do wysepki kuchennej.
-GDZIE TEN CHOLERNY NÓŻ?!- warknęłam głośno i chwyciłam za tasak, wszyscy się naraz cofnęli. Staliśmy tak w ciszy z minutę. Oni bali się cokolwiek powiedzieć czy ruszyć się, bo myśleli że przerobię ich na kiełbaski, a ja po prostu nie miałam siły na jakikolwiek ruch.
-Co się stało? - zapytała w końcu ONA, machnęła w jej stronę moim "mieczem". Moje wnętrzności jakby wykonały 10 koziołków. Zrobiłam zbolałą minę, ale nie opuściłam tasaka.
-Tylko Harry zostaje - szepnęłam,  każdy zrozumiał i został tylko Harry. Upuściłam mieczyk na podłogę i na nią usiadłam.
-Widziałeś to co ja? - zapytałam ledwo łapiąc powietrze. Nic nie odpowiedział, tylko mnie przytulił.
-Dlaczego? Dlaczego zawsze ja ma zasrane życie !? Wiesz co ona mi powiedziała? Że... że ona z nim spała podczas waszej trasy - zachlipiałam i schowałam twarz w dłoniach płacząc głośno.
-Ale przecież to nieprawda - zachrypiał Harry wstając i kierując się do wyjścia..
-A ty gdzie?
-Wywalić blondi - odparł i trzasnął drzwiami, a na mojej buzi zagościł szatański uśmieszek. Po chwili jednak spłynął mi z twarzy. Zza drzwi usłyszałam wrzaski... dużo wrzasków. Słyszałam zaciekłe dyskusje Harrego. Krzyczał jak jeszcze nigdy, pierwszy raz słyszałam mojego brata w takim stanie. Ciekawe jak wyglądał. Po upływie jakoś tam czasu przyszedł Harry, cały czerwony ze złości.
-I co ?
-Co co... gówno - warknął, a ja przesiałam się na kanapę (obok niego) i przytuliłam.
-I co - zapytałam milej.
-Wykopałem ją i wszyscy mi uwierzyli na szczęście
-To czemu jesteś zły?
-Wkurzyła mnie - burknął.
-A co na to Niall? - zapytałam z błyskiem w oku.
-Wyzwał ją słowami, których mama zabroniła mi mówić i chciał iść do Ciebie, ale mu zabroniłem - odparł, a ja mu byłam wdzięczna, ale z upływem czasu coraz bardziej żałowałam, że to nie Niall ze mną teraz siedzi. Nic nie odpowiedziałam.
-Zawołać go? - zapytał po dłuższej chwili milczenia, ja pomachałam twierdząco głową i już Niall wchodził do pomieszczenia.
-Mam nadzieję, że jej nie uwierzyłaś? - zapytał dziwnym głosem, ale nie zwracałam na to większej uwagi.
-Nie- warknęłam.
-W taki razie co ona Ci powiedziała?- nie miałam ochoty w ogóle się do niego odzywać, ale nie wytrzymałam tego napięcia i wypaliłam:
-Powiedziała, że się z tobą przespała i ty nie chciałeś mi tego mówić - mruknęłam przygnębionym głosem.
Moje życie nie ma najmniejszego sensu T.T
_______________________________________________
Wiem, ucięty w dziwnym momencie ;c  Dobra chcę tylko powiedzieć, że potrafiliście dać nawet 10 komentarzy, a pod tamtym postem są tylko 4 ;c ja się pytam.. . DLACZEGO ;__; Postanowiłam, że zrobię tak... 5 komentarzy = następny rozdział. Bo ja w depresje przez was popadam no XDD

niedziela, 29 września 2013

R.23-"Fujara"

Na początek chcę tylko podkreślić fakt, że miałam cały rozdział napisany, ale mi się nie podobał i go najzwyczajniej skasowałam >.<
_____________________________________--
Mój telefon ponownie zadzwonił.
-Halooooooooo
-Alex, otwórz mi bramę z łaski swojej - to był głos Harrego.
-Jak to... otwórz bramę? Jaką bramę?
-No od domu bramę, a jaką?
-No... no dobrze - odparłam i się rozłączyłam.
-Naprawdę ani chwili spokoju - burknęłam i poszłam pod bramę. Zobaczyłam tam nie, nie tylko jego samochód, ale 3 samochody.
-nie ma to jak się wpierdolić do czyjegoś domu - mruknęłam i otworzyłam bramę. Jak to ja, fujara średniowiecza oczywiście musiałam zrobić coś nie tak. już otwierałam bramę, kiedy ta się odbiła i pręt trafił mnie w głowę, a bardziej szczegółowo w skroń. Zachwiałam się, a pasażerowie wytrzeszczyli na mnie oczy jakby nie wiadomo co się stało. Miałam mroczki przed oczami i czułam, jak coś mi cieknie po poliku. Perrie szybko wysiadła z auta i podbiegła do mnie.
-Co się stało, czemu nie jedziecie? Leci mi krew ? - pytałam gorączkowo.
-Nie, niee - dopowiedziała trzymając mi rękę na skroni i w pewnym momencie zobaczyłam, że cała jej dłoń jest w krwi O.o
-Słabo mi - odparłam tak samo jak się czułam (słabo ;c).
-Zaraz ci to opatrzę - powiedziała, kiedy wchodziłyśmy do domu.
-Ty patrz... tu murzynka... gruba murzynka - zachichotałam, a ta spojrzała się na mnie jak na debila.
-Jaka murzynka?
-No tam.. była... na serio ona tam stała no! - zaczęłam wymachiwać palcem w stronę drzwi, gdzie rzeczywiście widziałam murzynkę. Per nic nie odpowiedziała, tylko zaczęła coś mi robic przy tej ranie.
-Nic Ci nie jest?!- zawołał Harry wchodząc z impetem do domu.
-Nie- odparłam z dziwną miną, bo za nim wszedł Zayn, Liam i ... Niall T.T
-Fujaro- odgryzł się mój braciszek i walnął się na kanapę.
-Co was tu sprowadza?- zapytałam przelatując po wszystkich wzrokiem, oczywiście omijając JEGO.
Następnie chłopcy coś do mnie mówili, ale się zamyśliłam o klockach lego, bo one rzeczywiście są interesujące. Taki kolorowe, cieszą oko i umysł, a poza tym majonez nie jest dobry :/
-Yyy.. Alex? - ktoś zaczął mi chaotycznie wymachiwać dłonią przed twarzą i jakby "powróciłam" do świata. To był Louis.
-Co.. co ? - zapytałam "krzycząc szeptem".
-Wszystko w porządku? - zapytał ktoś z tłumu, albowiem było tam jedenaście osób.
-Myślałam o majonezie i klockach lego- odpowiedziałam zamyślonym tonem. Wszyscy spojrzeli na mnie
dziwnie, jakby doprawdy już nie można było sobie myśleć na takie tematy ;c
-My tutaj żebyś się pogodziła z Niallem i nami... - znowu ten głos... A zupełnie nie wiem kto to mówi.
-A Niall tu jest? - zapytałam patrząc się martwo w doniczkę. Co się ze mną dzieje?!
-Oczywiście że tak- prychnęła El, a ja miałam ochotę jej tą pieprzona doniczkę walnąć na głowę.
-Możemy pogadać w cztery oczy? - zapytał Niall. Tak, ten głos poznaję. Mój Nialler C:
-W sześć, bo przy koniu - odparłam wstając, ale wszyscy stali w osłupieniu. -Co?
-Jakim koniu ?
-No koniu - warknęłam i poszłam do stadniny., a za mną Niall.
-Piękny, nie? - zapytałam z błyskiem w oku widząc konia.
-Chcesz tu mieszkać?
-Zobaczę... Dom jest duży, a ja nie chcę już wam pokoju zajmować. Może jak Kate wróci ze szpitala, to zamieszkam z nią i Harrym tutaj, choć nie wiem czy będą chcieli. - odparłam i poczułam się tam, jakby już nikt mnie nie chciał :C - Wolę sama ze zwierzętami, bo widzisz... zwierzęta są niezwykłe
-Alex... przepraszam Cię. Ja na prawdę nie chciałem...
-Nie chciałeś mówić że chcesz mieć dziecko ze mną, czy nie chciałeś być ze mną - zapytałam okrutnie.
-I to i to - odpowiedział, ale niestety tylko w moich myślach... Niestety?
-Nie chciałem tak zareagować- odpowiedział tak szczerym głosem, jakiego jeszcze nigdy nie słyszałam.
-To co teraz? - zapytałam głaszcząc konia po szyi.
-Jak to co? Będzie wszystko jak dawniej - uśmiechnął się, ale mi nie było ani trochę do śmiechu, nawet do grymasu przypominającego uśmiech. Jestem w sytuacji bez wyjścia... on mnie tyle razu zranił, ale kocham go :C Tak, kocham go najbardziej na świecie.
-To koniec - odparłam z bólem na sercu, a po jego minie można był wnioskować, że zupełnie się tego nie spodziewał. Wsiadłam na konia i "bodźgłam go w bok". Już galopuję po polu. już jestem sama. I z mojej własnej woli tak właśnie jest. I znowu to wszystko działo się tylko w moim mózgu, bo nie wiem zupełnie co odpowiedzieć. Po prostu wyszłam ze stadniny. Nie, nie szybko, tylko po woli. Ten chód kojarzy mi się z samobójcą. Taki obojętny, jakby już było mi zupełnie obojętne czy umrę czy nie. Weszłam do salonu, gdzie każdy chyba na to czekał, żebym weszła.
-I co? - zapytał Zayn.
-Pierdole to - odparłam półgłosem i weszłam do łazienki.
-Nie mogę się ciąć... tną się tylko dzieciaki...
-Albo ludzie, których naprawdę coś boli - odpowiedział głos w mojej głowie. Ja już słyszę głosyy...
-Ja wariuję?
-Możliwe Alex, ale to nie ma znaczenia, bo tak naprawdę wszyscy są zwariowani, być może tylko niektórzy nie - zachichotałam dziwnie.
-ALEEEEX ! WSZYSTKO W PORZĄDKU? - Harry zaczął mi się dobijać do łazienki, oczywiście nie zamknęłam drzwi, od razu to wyczuł i po prostu wbił.
-Ja już nie chcę - odparłam opierając brodę na sedesie.
-Czego?
-Wszystkiego Harry, kocham Nialla, ale to przez niego ciągle cierpię...Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie. 
-W takim razie pokochaj na nowo
-Gdyby to było takie proste bym to zrobiła od razu, ale czy takie jest?
-Nie wiem
-Ja właśnie też
-Pogadam z nim
-Jak chcesz, ale nie sądzę aby to pomogło, bo teraz cała wina i tak na mnie leży - zauważyłam, że kiedy chce ci się płakać, ale jeszcze nie upuściłaś kropli łez powstają wtedy małe jeziorka. Harry wstał i wyszedł z łazienki.
-To koniec - wyszeptałam i jedna łza mi zsunęła się na usta.
__________________________________________
Taki troszeczkę smutny :/ To z brama i murzynką, to historia z życia wzięta ;-; Sorki, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale po prostu nie miałam weny :33 Ale teraz już mam *O* /MrsHoranowaxd

czwartek, 5 września 2013

R.22-"Spadek"

Czekałam niepewnie na odpowiedź. Jej nie było... Niall aż usiadł na krzesełko, a z jego miny trudno było osądzić czy się cieszy czy jest zszokowany. Dziewczyny miały lekko rozchylone usta, a chłopcy pozostali z kamienną twarzą. Moje oczy stały się zapełnione łzami. Mrugnęłam i obie ciężkie krople spłynęły po moich policzkach. Odwróciłam się i groźnym krokiem zniknęłam za korytarzem. Oparłam się bezradnie o ścianę.
-Skąd miałam wiedzieć, że tak was to zszokuje... a zwłaszcza Ciebie Niall - wyszeptałam wycierając wilgotną twarz. Nagle jakby coś we mnie wstąpiło. Ruszyłam do wyjścia ze szpitala. Ludzie, których mijałam niepewnie się mi przyglądali. Wręcz unikali mnie wzrokiem. Wyszłam z budynku i od razu musiałam zamknąć oczy, bo momentalnie coś zaczęło mnie po nich razić. Tłum reporterów zaczął mi agresywnie cykać zdjęcia. jeden drugiego przekrzykiwał i popychał., na końcu tłumu stał jakiś otyły mężczyzna, lekko siwy z miłym wyrazem twarzy. od razu spostrzegłam się, że czegoś ode mnie chce, bo wręcz pokazał mi to wzrokiem. Spojrzałam na niego pytająco.
-Alex Styles?- zapytał miłym głosem. Pokiwałam twierdząco głową. -Ma pani spadek do odebrania. To jest...- tu zajrzał do notesu który trzymał w lewej dłoni. - Dom i pieniądze - powiedział, a mnie zupełnie zszokowało.
-Po kim ten spadek?
-Po świętej pamięci pani Sophie Styles- odparł, a pode mną aż się nogi ugięły.
-Babcia? - zapytałam retorycznie półgłosem.
-Tak... Proszę, aby pani pojechała ze mną, obejrzeć posesję i jeszcze jedną rzecz - urwał tajemniczo i wsiadł do czarnego samochodu, którego kompletnie nie zauważyłam. Wsiadłam na miejsce pasażera. Samochód był nawet duży, fotele ze skóry.
-Co to za jeszcze jedna rzecz do obejrzenia? - zapytała, kiedy dojechaliśmy na podjazd. Dom był bardzo duży, a co najlepsze zupełnie poza miastem.
-Zobaczy pani w swoim czasie - odparł spokojnie, a ja zamilkłam. Weszliśmy do domu. W środku wydawał się o wiele bardziej pojemny niż na zewnątrz. Czyli jednym słowem ogromnaśny :3
-Około 10 hektarów pola, jeziorko, kawałek lasu i jeden podopieczny- spojrzałam w jego podejrzane oczy.
-Za mną- oznajmił i wyszedł od kuchni na podwórko. A tam? Zobaczyłam pięknego karego konia przywiązanego do drzewa.
-To ten podopieczny ? Osiodłany? - posypały się u mnie rzeki pytań. Miliony razy byłam w tym domu, ale nigdy nie trzymała tu nic więcej żywego, oprócz psa.
-Podobno osiodłany, ale bardzo narowisty. Teraz proszę pani... przed panią stoi wyzwanie, czy szukać kupca, czy zostaje pani w tym domu...
Dobra... teraz stężenie umysłów... nie no co ja się zastanawiaaaam ?!
-Zostaję ! - prawie krzyknęłam, a pulchny mężczyzna jeszcze szerzej się uśmiechnął.
-A ile pieniędzy odziedziczyłam?
-Dwadzieścia milionów
-To nieźle babcia miała upchane w skarpecie - zażartowałam, ale nie wiem jak mi się to udało, bo z minutę na minutę stałam się milionerką.
-To ja wszytko załatwię, pieniądze niebawem wpłyną na pani konto
-To ja nic nie muszę podpisywać? - zdziwiłam się, bo to troszkę bardzo dziwne.
-Papierkową robotę załatwimy jutro. To może pani już się tu sprowadzać - oznajmił i po prostu sobie poszedł. od razu aż podbiegłam do konia. Był lekko zaniedbany, ale nie dziki.
-Zaraz sprawdzimy czy jesteś narowisty - powiedziałam pod nosem i poszłam do stajni, gdzie były jeszcze trzy wolne boksy.
-Dokupię mu kolegów i koleżanki - szepnęłam pod nosem chwytając jakieś siodło. podeszłam do konia i mu zapięłam siodło.
-Jakie szczęście, że kiedyś trenowałam jazdę konną - mruknęłam pod nosem i wsiadłam na konia, który ani trochę nie był narowisty. Nagle koń stanął dęba i mnie zrzucił.
-osz tyyyy
Spróbowałam po raz drugi, to samo, tylko z tą różnicą, że koń stanął tuż przy wsiadaniu.
-Posłuchaj... musimy współpracować inaczej nic nie zdziałamy - powiedziałam patrząc się mu prosto w oczy. Były smutne. Tego właśnie nienawidzę w koniach. Oczu. przez to stają się takie samotne i opuszczone. Jakby konie były przystosowane do bólu jaki zadają im ludzie. jakby ich nic nie obchodziło. Wpatrywaliśmy się w siebie. Nagle koń parsknął, a ja to odebrałam trochę jakby "Dobra zaufałem Ci spróbuj wsiąść". I wsiadłam. Koń okazał się bardzo przyjazny, tylko troszkę rozdrażniony brakiem właściciela. Tylko nikt nie wie gdzie ja jestem. Zsiadłam z konia i wzięłam go na uzdę. Troszkę pobiegał w kółko. Kocham zwierzęta. one kochają szczerze, nie kłamią. nie potrafią kłamać. To jedyne istoty, które można obdarzyć stu procentowym zaufaniem. Odstawiłam go na pastwisko. Postanowiłam się przejść nad ten cały "lasek" i "jeziorko". Wszędzie było pełno pola, żyta. Zobaczyłam po lewej stronie kawałek lasu. poczułam wibracje w prawej kieszeni.
-Alex gdzie ty jesteś! - zaczął krzyczeć mój braciszek do słuchawki.
-W raju - odpowiedziałam coraz bardziej zbliżając się do lasku.
-A bardziej szczegółowo?
-Dowiesz się w swoim czasie - odparłam wchodząc do lasku. Był na lekkiej górce, a trochę niżej? piękne jeziorko, z pomościkiem i wszystkim tak jak należy. Z wrażenia upuściłam aż telefon, do którego głosił mi kazanie Harry.
-Jesteś tam ? -przystawiłam z powrotem telefon do ucha.
-Jestem... - odparłam patrząc się na MOJE  jeziorko :D
-Co się z Tobą dzieje ?! Ty na prawdę jesteś w ciąży?
-Nie kurwa udaję - odwarknęłam sarkastycznie - jutro się od was wyprowadzam
-A gdzie będziesz mieszkała?
-Znalazłam coś - odparłam i się rozłączyłam. Usiadłam na pomoście.
-Zaadoptuję pełno zwierząt... - wyszeptałam samotnie siedząc na pomoście...
______________________________________
:DDDDD dobra ja już nic nie piszę xD Tylko komentujcie bardzo proszę :3

czwartek, 29 sierpnia 2013

R.21-"Dzień pełen wrażeń"

*tydzień później*
Z wyjazdem razem z Kate ustaliłyśmy, że trochę poczekamy. A dzisiaj rano zeszłam na dół, a tam karteczka powiadamiająca o tym, że chłopacy albo wrócą późno wieczorem, albo jutro. Zrobiłam sobie śniadanie. oczywiście tradycyjnie jajecznicę, choć na to zupełnie nie mam ochoty.
-Co na śniadanie? - zapytała Kate, a brzuch ma albowiem pękaty xD.
-To co sobie zrobisz - uśmiechnęłam się wścibsko. Za za to wydała z siebie taki odgłos, jakby była zawiedziona, zła, nawet.... rozweselona? xD nie wiem, ale było to bardzo dziwne.po śniadaniu podałam jej karteczkę, a ta jakby nigdy nic odłożyła ją z powrotem.
-Ty to masz stalowe nerwy - stwierdziłam wykładając z puszki jedzenie kota.
-To było do kota, czy do mnie? - zachichotała.
-Do ciebieeeeee - odparłam i usiadłam przed telewizorem.
-A tak w ogóle to gdzie oni jechali? - zapytałam pchając sobie chipsy po Niallu z wczoraj.
-Na wywiad... będą zaraz w MTV - odparła, a ja czym prędzej włączyłam wywiad. Kate usiadła ze śniadaniem koło mnie.
(głos z telewizora)
-one direction światowo znany bo... - mówiła dalej ale ja tego nie słuchałam, bo ja tylko czekam co chłopcy powiedzą.  Potem coś Liam mówił i Zayn, ale kiedy usłyszałam słowo" Alex Styles" od razu wszystkie wnętrzności podskoczyły mi do gardła. Harry zdrętwiał. Dlaczego?
-Alex Styles była widziana tydzień temu w szpitalu bez was. Wyszła lekko zdenerwowana. Czy ty Niall masz coś z tym wspólnego? - zapytała reporterka, a Niall lekko rozchylił wargi. Spojrzałam z Kate po sobie. No pięknie....
-Nic nam nie mówiła o tym że jest chora - odparł Liam, bo blondyn najwyraźniej nie mógł wydusić ani słowa. Kobieta uśmiechnęła się złowieszcze.
-Nie chodziło mi o chorobę -puściła im oczko, a Harry miał minę jakby zaraz miał wybuchnąć. Tak, on nienawidzi "takich" ludzi, którzy się wpieprzają w nie swoje.
-Możemy zmienić temat? - zapytał po chwili Niall lekko poróżowiały. kobieta prychnęła, a Hazza obrzucił ją takim spojrzeniem, że gdyby miał jeszcze nóż, to babka leżała w kałuży własnej krwi.
-Nie mam zamiaru tego słuchać - wypaliłam i wyłączyłam telewizor, a Kate jęknęła z niezadowolenia. Niezadowolenia?
-Alex - wypowiedziała to pół głosem i usiadła z powrotem na kanapie.
-Co ? - zapytałam jakby nigdy nic podchodząc do kotka, który wręcz błagał o zainteresowanie.
-Skurcze - jęknęła i schwyciła się za brzuch.
-Heh... jak to ? - pomyślałam chwile- JAK TO SKURCZE! - krzyknęłam i szybko schwyciłam za telefon. Niall... nie odbiera. Zayn, Harry, Louis... Liam!
-Liam! szybko błagaaam! - wrzeszczałam jak opętana, ale jak zachować spokój w takiej sytuacji?
-Dobrze ale co się stało? Bo ja nie mogę rozmawiać... oglądacie nas ?
-KATE MI TU RODZIIII ! krzyknęłam do słuchawki , a Liam wydał z siebie dziwny odgłos i się rozłączył. Szybko włączyłam telewizor na wywiad aby zobaczyć czy idą. Były reklamy... odetchnęłam z ulgą, ale po chwili sobie przypomniałam o aż zwijającej się z bólu Kate.
-Kaaate... po karetkę zadzwonić? - zapytałam głupio. Ta posłała mi błagalne spojrzenie abym się nie wygłupiała, ale przecież się nie wygłupiam :c . Zadzwoniłam po karetkę widząc jak Kate coraz głośniej krzyczy co mnie jeszcze bardziej wprawiało w chichot. Ciekawe co będzie jak ja będę rodziła biedni Ci co będą wtedy ze mną bo bębenki im pękną :3 Taaak, moje gardło jest bardzo... wytrzymałe.
-Alex pospiesz się! - krzyknęła a ja aż podskoczyłam.
-No przecież karetka już jedzie. Nic na to nie poradzę - odpowiedziałam siadając na kanapie. Nagle usłyszałam trzask kluczy w zamku i do domu wbiegła piątka facetów. Widząc Kate zwijającą się z bólu i mnie oglądającą spokojnie telewizję zrobili miny, których nigdy nie zapomnę :3
-Zamówiłam karetkę - odparłam i wsunęłam chipsa do ust. Harry podbiegł do Kate i coś tam do niej mówił. Nie wiem co reszta robiła, bo ratownicy przyjechali. Zabrali matkę do szpitala, a my się wpakowaliśmy w dwa samochody. Ja z Niallem Harrym, Liamem i Dan. W drugim El, Lou Zayn i Per. Dojechaliśmy. Wszyscy usiedliśmy przed porodówką. koło mnie Niall , a po drugiej stronie kłębek nerwów (czytaj Harry :D). Niall aż tryskał radością, jakby to było jego dziecko. A może to jest jego dziecko xD ?
-Idę po kawę.. chce ktoś jeszcze ? - wszyscy podnieśli ręce, a ja popatrzyłam się na nich wyczekującym wzrokiem.
-Przecież tego nie uniesiesz - stwierdził Niall
-No co ty? - podniósł się i poszliśmy do automatu.
-Będziemy chodzić na raty- rozkazał i wziął pierwsze dwie kawy niosąc je w stronę przyjaciół. Ja wzięłam następna porcję i podałam ja Per i Louisowi. potem Niall i ja dałam Hazzie i sobie. Ten prawie rozlał na siebie cały napój, bo z nerwów trzęsły mu się ręce jak nie wiem. Siedzieliśmy tak w milczeniu z 4 godziny. Każdy po kolei wstawał , przechadzał się kilka kroków albo do łazienki i siadał na miejsce. W końcu wyszła pielęgniarka.
-Który z panów jest ojcem dziecka? Trzeba przeciąć pępowinę - powiadomiła nas tak spokojnym tonem, jakby dopiero co jej urósł ziemniak, a nie urodziło się dziecko. Harry wyraźnie zbladł, a ja w środku wybuchłam śmiechem jak mój braciszek zniknął za drzwiami na miękkich kolanach.
-Czemu nam nie powiedziałaś, że byłaś u lekarza? - zapytał po chwili tępego patrzenia się w miejsce po Harrym Niall.
-Bo to nic ważnego - odparłam czując skurcz w żołądku.
-To jest ważne, bo wyszłaś zdenerwowana
- To naprawdę nic takiego-odpowiedziałam szybko. Za szybko, bo od razu palnęłam się w głowie w czoło, bo po takim tonie od razu czuć, że coś nie tak... Ten prześwietlił mnie wzrokiem i już chciał coś powiedzieć, ale przerwał nam lekarz.
- Można do niej wchodzić ale po dwie osoby - powiedział sucho i odszedł. Spojrzeliśmy po sobie. Najpierw Lou i El. Potem ja i Niall :3 Wyszli... podnieśliśmy się z krzeseł i ruszyliśmy do sali. A tam? Kate sobie w najlepsze leży z maleństwem na rękach. Niall od razu poleciał aby wziąć.. właśnie...
-Chłopiec czy dziewczynka? - zadałam standardowe pytanie siadając na krześle.
-Dziewczynka - odparła zmęczonym tonem, a ja przeniosłam wzrok na Nialla, który miał minę jakby zobaczył góry żarcia z nando's. Ta dziewczyna nie będzie miała lekko z takimi wujkami. po chyba 20 minutach wyszliśmy. Tak, byliśmy zdecydowanie dłużej od poprzedników.
-Chcę mieć z tobą dziecko - stwierdził jak najpoważniej Niall. Tak.. oczywiście nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie powiedział tego na cały korytarz T.T Brawo geniuszu. Od pozostałych dało się usłyszeć odgłosy wysokiego "UUU". Zrobiłam się lekko różowa.
-Dobra kurwa powiem wam to - powiedziałam po chwili - chodzi o to że...
-No móóóów - pogonił mnie Lou. Zaczekałam jeszcze chwilę...
-Jestem w ciąży -wypaliłam patrząc się tępo w podłogę.
________________________________
Przepraszaaam ._. wiem wiem ... ale macie xDD mam nadzieję że się podoba i proszę każdego kto ma czas aby dodał komentarz ;d

niedziela, 25 sierpnia 2013

R.20-"Oburzona Kate:c"

-Panno Alex Emily Styles... Bardzo pani gratuluję... jest pani w szóstym tygodniu ciąży!- zawołał z błyskiem w oku lekarz. A mnie po prostu skosiło z nóg. Ja? Alex w ciąży?! Jak ja to im powiem :c Albo nie, nie powiem. Nie ma bata. Nic nie powiedziałam, nawet nędznego "dziękuję" albo "do widzenia". Właśnie dobie zdałam sprawę, że ja przecież piłam alkohol. "Piłam alkohol" to mało powiedziane ja się uchlałam jak żul pod sklepem :c Mój żołądek dokonał przeraźliwie mocnego skurczu. Jeżeli to przeze mnie moje przyszłe dziecko umrze, to ja się po prostu powieszę. Powlokłam się smętnie do domu. Szłam tak wolno, że do domu przyszłam dopiero około 11. Oczywiście wszyscy się o mnie martwili. Nawet nie wiedzą, co ja ukrywam. W końcu będę musiała im powiedzieć, bo przecież to i tak będzie widać. To może zdawać się takie proste... Zajść w ciążę, powiadomić o tym bliskich, nosić w sobie przez 9 miesięcy nowe życie, a potem urodzić i szczęśliwie wychowywać. Tak... to się tylko zdaje. Wszyscy coś do mnie mówili. Nie słuchałam, bo to przecież i tak nic nie zmieni. Jaka ja wtedy byłam głupia :c. Powlokłam się do swojego pokoju zatrzaskując przy wejściu drzwi. Na klucz.
-Alex! Chcesz może pogadać?! - zawołała melodyjnym głosem Kate zza drzwi,a le ja nie miałam na to najmniejszej ochoty. Nie odezwałam się. położyłam się na łóżko podkulając nogi. Nawet nie ściągnęłam butów, ani płaszcza. Przed oczami widniało tysiące mroczków, które za nic nie chciały zniknąć, nawet po dynamicznym mrugnięciu.
-Będę tu siedziała tak długo, aż mi powiedz o co chodzi - stwierdziła. Usłyszałam spod drzwi ciche szepty.
-Jak myślisz... co jej jest ? - zapytał cichy szept Nialla.
-Nie mam pojęcia, ale chyba coś poważnego, skoro nie chce nawet mi powiedzieć- odszepnęła Kate. Debile myślą, że tego nie słyszę. W mojej głowie zaczęły się rodzić scenki "za" i "przeciw". I niestety... podjęłam słuszną, a może nie słuszną decyzję. Muszę chociaż Kate o tym powiedzieć, bo tak nie można. Nie dam rady z tym sama. Poczłapałam do drzwi.
-Kate... wejdź - wychrypiałam przekręcając klucz w drzwiach , a dziewczyna od razu weszła do pomieszczenia. Położyłam się z powrotem na łóżko.
-No.. co się stało ? - zapytała siadając na łóżku.
-Ja jestem w ciąży Kate - wyszeptałam, żeby reszta nie słyszała.
-Powinnaś się cieszyyyyć - zapiszczała, ale na widok mojej miny jej uśmieszek zniknął.
-Nie cieszysz się? - zapytała po chwili z zawodem w głosie. Spojrzałam na nią debilnym wzrokiem.
-Nie- odburknęłam.
-Co teraz? - zapytała po chwili, jakby naćpała się za dużo środków przeciwbólowych.
-Muszę wyjechać - ta wybałuszyła szeroko oczy. - Muszę Kate.. Przynajmniej na razie
-A co ze mną? Z Niallem? Z chłopakami? - zapytała, a ja się troszkę poczułam, jak w Brazylijskim wyciskaczu łez.
-Będziecie sobie musieli poradzić beze mnie - odparłam i wyjęłam walizkę z garderoby.
-Ty tego nie chcesz... Ty nie możesz nas zostawiać - odparła oburzona.
-Jak ja to im powiem? A poza tym jest jeszcze coś... Pamiętasz, jak się upiłam? Jak Niall zachorował?-  zapytałam, a ta potrząsnęła głową, ale po chwili namysłu oczy jej prawie zupełnie wyszły z orbit.
-Masz na myśli... - zapytała, a tym razem ja potrząsnęłam głową. - O cholera- szepnęła.
-Nooo - odparłam i ruszyłam do szafy,a by się spakować.
-Proszę.. nie wyjeżdżaj...
-Mówiłam ci już...
-Ale wrócisz, nie? - zapytała z nadzieją w głosie,  a ja spojrzałam jej tak głęboko w oczy jak jeszcze nigdy nikomu, po czym wróciłam do pakowania.
-Nie wiem - odparłam, bo Kate nadal czekała na odpowiedź.
-przecież mówiłaś, że chcesz z nim małego Horanka... - stwierdziła, kiedy pakowałam kosmetyczkę. Rzeczywiście... Niall jest wręcz idealny do wychowywania dzieci :c Ale ja się boję jego reakcji... reakcji wszystkich :c przecież ja jestem za młoda:c Ja nie chcę tych pieluch, soczków. Ja wale :c ale ze mnie odpowiedzialna przyszła matka :c
-Wiem... nadal chcę... - odparłam po może 10 minutach.
-To w czym problem?
-Sama nie wiem...
_______________________________________________--
włala :DDD Mam nadzieję, że się podoba, aj mam pewien świetny pomysł, który będzie miał swoich zwolenników ale i wrogów :33